wtorek, 23 lipca 2013

Wina, wina dajcie



Odzwyczajenie mężczyzny od "nadmiernego"* spożywania alkoholu nie jest zadaniem łatwym, zwłaszcza gdy próbuje się go przekonać do tego, aby w zdobytej wcześniej masie masie zaczął rzeźbić . Po długich negocjacjach udało mi się jednak doprowadzić do tego, by procenty gościły w naszym domu tylko w weekendy. Zgodnie z tymi ustaleniami w ostatni piątek do naszego koszyka z zakupami Monsz wrzucił butelkę wina. A kiedy usiedliśmy już w samochodzie i pojechaliśmy w kierunku domu, poprosiłam go ładnie:
- Tylko proszę, nie wypij dzisiaj całej tej butelki, zostaw sobie coś na jutro.
- Okej, nie ma problemu. - odpowiedział.
Wieczorem, podczas naszego rytualnego już oglądania filmów, zaobserwowałam kilka kursów Mensza w kierunku lodówki i powroty na sofę z jego winnym kubeczkiem w dłoni i uśmiechem zadowolenia na twarzy. W pewnym momencie jednak zauważyłam, że od dłuższego czasu Monsz siedzi obok mnie i mimo oglądanej komedii, jego usta wykrzywiają się w coraz bardziej wykrzywioną podkówkę. 
- Idź sobie dolej tego winka. - powiedziałam.
 Monsz spojrzał na mnie i uśmiechnął się nieśmiało.
- Nie masz już czego sobie dolać?
Na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec zawstydzenia.
- Wypiłeś większość i zostawiłeś na dnie centymetr, tak?
Monsz uśmiechnął się od ucha do ucha. 
- Nie wierzę...
- No, powiedziałaś, żebym nie wypił całej butelki, to całej nie wypiłem.  - odpowiedział. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz