Wierzba poprosiła, abym pojechała z nią do lekarza, ponieważ biedna ma zawroty głowy ( i to nie od procentów). Dawno nie wychodziłam z domu, więc poszłam, poza tym przyjaciółkom się nie odmawia. Prędko okazało się, że przysługa ta będzie wymagała ode mnie sporego poświęcenia się - nienawidzę środków komunikacji miejskiej ( o czym przekonali się wszyscy, którzy "spacerowali" ze mną po mieście, a którym na pytanie "czy to jest daleko" odpowiadałam "nieee, blisko"), zwłaszcza gdy ta jest zapchana po brzegi ludźmi. Mój organizm, aby poradzić sobie z tym problemem, skupił się na produkcji hormonów szczęścia, czego efektem był poniższy dialog między Wierzbą i mną, posiadającą dość donośny głos.
Wierzba: I jak tam Ci się Justyna jedzie?
Ja: Świetnie, ostatni raz było mi tak ciasno, gdy miałam 15 lat.
Powiedziane zupełnie niewinnie.
Palma pierwszeństwa, jeśli chodzi o dialogi, należy jednak do pewnego pięciolatka, który stał obok nas.
Chłopczyk: Tatusiu, a wiesz co?
Ojciec chłopca: Co synku?
Chłopczyk: Ja bardzo lubię przystanek "Kino Femina".
Ojciec chłopca: Tak? A czemu?
Chłopczyk: Bo tutaj jest McDonald's!!!
Popatrzyłyśmy na siebie i po kilkusekundowej ciszy:
Wierzba: Mądre dziecko!
Ja: To co, KFC?
Wierzba: No!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz