piątek, 23 sierpnia 2013
Zapach drzewa sandałowego
Temat fekaliowy, jak go nazywam, wbrew pozorom, które chcą utrzymać wszyscy, dotyczy każdego z nas. Wydawać by się mogło, że temat wstydliwy, zwykle w gronie przyjaciółek (a może także przyjaciół) z czasem zaczyna być czymś tak naturalnym, jak jesienny deszcz. Nie obce są nam konwersacje o zapachach, kolorach a nawet konsystencji; otwarcie komentujemy "toaletowe zachowania" swoich facetów, a także własne. Norma, co nie? Inaczej jednak wygląda to między mężczyzną a kobietą, którzy pozostają w związku. Na początku mężczyźni wymyślają miliony metod, aby zagłuszyć "przykre" dźwięki (tak, tak, wystarczy zapytać), a kobiety wielokrotnie udają, że ta kwestia W OGÓLE ich nie dotyczy (co najczęściej kończy się chorobami układu trawiennego). Nadchodzi jednak taki czas, kiedy mężczyzna i kobieta postanawiają zamieszkać razem. Choć piękna to idea, a przed przyszłymi współlokatorami rozpościera się rajska wizja idylli, którą sobie stworzą, wielu z nich przeżywa prawdziwy szok, konsternację, smutek sięgający rozpaczy, gdy dociera do nich, że teraz temat TABU przestanie być tabu. I co wtedy? Premierze, jak żyć?! Najlepiej przejść z tym do porządku dziennego... choć po ilości zapytań w Googlach na ten temat wnioskuję, że wcale nie jest to taki proste... Dlatego też najlepiej podejść do tego z odpowiednią dawką poczucia humoru.
Monsz mój siedział dziś w swojej stacji dowodzenia (nie, nie... chodzi o jego kącik gdzie ma swoje krzesełko, biurko, komputer i gitary, i z radością godną 5latka może zamieniać ten kącik w sajgon, syf, kiłę i mogiłę w jednym). Podeszłam do niego i zamachałam mu przed oczami owocem moich popołudniowych zakupów.
- Patrz, patrz, co kupiłam z myślą o nas! - zawołałam przy tym radośnie.
- Oooo... - Monsz skupił swój wzrok na trzymanym przeze mnie odświeżaczu do powietrza. - A jaki to ma zapach?
- Drzewa sandałowego.
- Hmmm... jak sandałowego to nie najlepiej... - odparł rezolutnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
