piątek, 28 grudnia 2012

Sprzątanie Poświąteczne




Ja: Okej, będę z doskoku, bo muszę posprzątać mieszkanie...
Wierzba: Diamentowe jajniki... zaraz to wygugluje. Okej, okej.

(...)
Ja: Nie no, sucza ze mnie totalna, ale jestem na siebie zła. Idę coś zjeść na poprawę humoru.
Wierzba: Okej.

(...)
Ja: No, resztki kaczki zniknęły. I wino grzane, które zrobiłam rodzicom dwa dni temu, też.
Wierzba: To się nazywa ekologiczne sprzątanie! Greenpeace powinien cię stawiać za przykład!

wtorek, 25 grudnia 2012

Rodzinne, świąteczne dialogi.





Ja: Ale koło to na bank zostało wymyślone przez przypadek.
Mama: No faktycznie, na pewno, faceci wszystko wymyślają z lenistwa.
Ociec: Ale Aztekowie to nie.
Ja: ???
Ociec: Byli astronomami, oni całe życie patrzyli w niebo.
Ja: ???
Ociec: Od patrzenia w ziemię mieli lamy i kobiety.

niedziela, 23 grudnia 2012

Święta w domu.




Mami: Nie no, nie, nie dam rady, no nie zdążę z tym wszystkim.
Ja: No to zostaw to, jutro to skończymy, albo wcale, przecież nie musisz tego wszystkiego robić. Odpocznij sobie.
Ociec: No, a my Cię później z tego wszystkiego rozgrzeszymy.

***

Ociec: Gdzie Twój brat?
Ja: Podłączony do Matrixa od jakichś 3 godzin.
Ociec: Dziecko urządziło sobie "Świąteczne zabijanie"?
Ja: Si, w tym roku stara się to robić bardziej humanitarnie - kulka w łeb, nie nożem w brzuch.


***

Ja: Nie, no, miałam nadzieję, że mnie ociec tanio nie odda.
Mami: Ojciec? Co Ty! Od pół roku każdemu lepszemu klientowi mówi o tym, że ma dwie córki na wydaniu i oferuje pół królestwa temu, który odważy się je wziąć.
Ociec: Ale jak ten Twój nie przyjdzie zapytać o rękę, to go kijem pogonię.
Mami: No, nie dla psa kiełbasa.

***

Ociec: No to się nam jeszcze nie zdarzyło. *Powiedział, patrząc na zamrożoną wodę w wiadrze od choinki* No to poczekamy, aż odtaje.
Mami: Co Ty, co Ty, czy Tobie po 40stce wymarły wszystkie komórki nerwowe w mózgu?
Ociec: No, powiedziałbym że nawet po 30stce to się stało.
Ja: I okłamał Cię tylko raz w życiu - przy ołtarzu.

***

Ociec: Życie jest piękne i jestem taki zdolny - mam trzy wspaniałe dzieci...
Mami: Troje...
Ociec: No, nieważne, wszystkie piękne, inteligentne, bystre, takie zdolne, ponadprzeciętne. No nic w życiu mi tak nie wyszło, jak moje własne dzieci.
Mami: Justyna, nagrywaj to, bo później się będzie wypierał.
Ja: Lepiej mi powiedz, co dodaliście do tej mioduli.
Mami: Po trzech kieliszkach wszystko jest piękniejsze.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Studenci pilnie się uczą.



Poszłam na zajęcia. Tak, mi - studentce, czasem się to zdarza. Jedne z nich nazywają się "Jednostka i społeczeństwo" - zajęcia generalnie krążą wokoło zarządzania zespołami i psychologii społecznej, i, co ważne by się zaznaczyć, studentom się podobają, dlatego też wszyscy tłumnie na nie przychodzą, nawet jeśli mieliby się spóźnić. Jednym z takich studentów jest Oleg. Olega przedstawiać nie trzeba, ponieważ wszyscy go znają. Dziś na zajęcia wszedł nonszalanckim krokiem, naturalnie był spóźniony, i również tym nonszalanckim krokiem zdążał ku krzesłom, by zająć miejsce. Jego nonszalancki krok i nonszalanckie wejście nie zostałyby zakłócone niczym, gdyby nie Marysia. Marysia dziś zauważyła bardzo ważną, oczywistą oczywistość i postanowiła powiadomić o tym Olega.
-O! Byłeś u fryzjera? - stwierdziła pytając, gdy zauważyła wyraźnie krótsze włosy na olegowej głowie.
-Nie.- odpowiedział znudzonym tonem. - Same mi wypadły.

Zajęcia poruszające tematykę psychologii społecznej, poza kreowaniem w studentach umiejętności ciętego ripostowania swoich rozmówców, wyostrzają u nich również umiejętność zauważania pewnych bardzo istotnych w społeczeństwie zależności.
Test tej drugiej umiejętności przeszliśmy dzisiaj, gdy pani M.- prowadząca zajęcia, po 10 minutach opisywania i tłumaczenia pewnych treści wyświetlanych na slajdzie, zapytała głosem pełnym nadziei:
-No i co nam się tu rzuca w oczy?
-Że trójka (chodziło o trzeci punkt w prezentacji) jest bardziej granatowa.


Perwersja



Późny, późny wieczór, właściwie już noc. Rozmawiamy:
Monsz: Idziemy spać?
Justyna: No jak jesteś zmęczony, to się połóż.
Monsz: No jestem, padam na twarz właściwie, a jutro muszę zrobić jeszcze tyle rzeczy.
Justyna: Rozumiem. To tym bardziej się połóż.
Monsz: O nie, nie, jak ty mówisz "rozumiem", to wcale tak nie jest.
Justyna: Tak? Nie jest tak?
Monsz: A przynajmniej jesteś smutna. Tak mi się wydaje.
Justyna: To źle ci się wydaje. Nie jestem smutna. Oblizuję nóż w tym momencie, więc spokojnie możesz iść się położyć.

Specyficzne poczucie humoru.




Stoimy z Menszem na jakimś meetingu dla mądrych ludzi. Popijam wino, Monsz wodę (sic!)  i o czymś rozmawiamy. Monsz nagle przygląda mi się bardzo uważnie i mówi:
-Coś dzisiaj naprawdę dobry humor masz.
-Oczywiście, mam dobry humor od samego rana, wczoraj oglądałam nagrobki. - odpowiedziałam.

sobota, 15 grudnia 2012

Mężczyźni nas zmieniają.









Justyna: Ej Wierzba, weź to ogarnij. W taką podróż bym Cię z Majkelem wysłała.
Wierzba: Sama jesteś "Majkel". Ulżyło Ci jak masz na kogo przerzucić moje aluzje o podbijaniu świata, nie? P.S. Chcę żeby mi włosy w końcu odrosły.
Justyna: No, te na nogach też by Ci mogły, bo Cię ostatnio nie poznaję.











Abstrakcja

Wierzba: Jestem wierzbą.
Justyna: ?
Wierzba: Jestem wierzbą.
Justyna: Przyznam, z tym czymś na włosach wyglądasz bardzo seksownie.
Wierzba: Jestem wierzbą, one zawsze wyglądają seksownie.

...

Justyna: *bla bla bla bla bla* no i co ja mam z tym zrobić?
Wierzba: Jestem wierzbą, nie pomogę Ci.

Poziom abstrakcji mnie zniszczył.

Czasem wierzba ma adoratorów.

Wierzba: Właśnie przeżyłam podryw swojego życia. Usiadłam na ławce, bo miałam ochotę sobie posiedzieć. Przysiada się do mnie facet, na oko 35 lat, widać po nim, że stary kawaler. I podbija "Wygląda pani jak jesień." Niewiele myśląc, odpowiedziałam "Życia, czy średniowiecza?"

Najlepszy i mistrzowski.

Tesco, dział zesprzętem AGD. Justyna przygląda się łyżkom, talerzom i obieraczkom.
Justyna: Czegoś mi ostatnio brakowało, jak gotowałam...
Wierzba: Talentu?

Czytamy tylko bestsellery.

Wierzba wzrokiem pełnym ekscytacji, wgapia się w ekran swojego laptopa. 
Justyna: I o co chodzi w tej książce?
Wierzba : Nie wiem, jestem dopiero na 136 stronie.

Rano jesteśmy najbardziej aktywni... ponoć.

Wierzba: Rano miałam tyle zapału... ale już mi przeszło.

Chuck Norris byłby z Wierzby dumny.

Justyna: Myślisz, że to już jest czas, kiedy powinnam zabierać ze sobą na zajęcia termos z herbatą?
Wierzba: Termos z herbatą jest dla hipsterów. Bądź twarda, roztapiaj śnieg w ustach.

Opłaca się być XXL?

Wierzba: jestem wielkoduszna niczym płetwal błękitny.
Justyna: hahahhahahaha
Wierzba: Tak myślałam, że to będzie najlepsze porównanie, bo są największe, wiec pewnie mają największe dusze hyhyhyhyhy

Gdzie kucharek sześć...

Skarpeta*robi domowy makaron*: Najpierw go ugotuję, a później podsmażę. Następnie dorobię sos ziołowy... śmietanowo-ziołowy. Później dam Wam spróbować. A później wszystkie umrzemy.

Każdy ma swój folder "xXx"

Wierzba *po uporządkowaniu plików na swoim komputerze*: Mam folder "xxx" jak prawdziwy mężczyzna.
Justyna: hahahahahahahhaa *a po wyśmianiu Wierzby, dodała* Zgrasz mi go później na pendrajwa?

Gwiazdka się zbliża wielkimi krokami...




Wierzba: No kurde, nie wiem, no nie wiem.
Justyna: Może kupię mu budzik? Tylko w jakim kształcie?
Wierzba: Golonki, każdy mężczyzna lubi golonkę.
Justyna: Cholera jasna... *łup, łup głową w stół* nie mogliśmy się poznać w marcu? Byłoby prościej!
Wierzba: No mówiłam, że powinnyśmy były to zrobić po świętach. Błąd taktyczny, Zborowska, błąd taktyczny.