czwartek, 5 grudnia 2013
Logika by Ja
Lubimy wydawać pieniądze, których jeszcze nie mamy. Planujemy zakup miliona pierdół, które po dłuższym zastanowieniu okazałyby się nam kompletnie niepotrzebne, albo tylko trochę potrzebne... no albo takie, co to żyć bez nich nie możemy. Marzeniem Mensza jest zakup autobusu. Ale nie, nie takiego na 60 osób, który by niczym Największy Konkurent PKP woził Polaków po całym kraju. Chodzi o taki mały autobusik - samochód, który by pomieścił całą naszą trójkę dzieci (jeszcze nieurodzone, ale już w ten samochód zapakowane), nas, stertę walizek, niezłożony wózek dla najmłodszego dziecięcia a także zespół muzykujący Mensza i ich wszystkie do muzykowania rzeczy potrzebne. Kumacie, o co chodzi. Od miesięcy mój najdroższy przegląda strony internetowe z takimi automobilami i jest tak niezdecydowany, jak ja każdego ranka, gdy stoję przed szafą i staram się wybrać ubrania, które mam założyć. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do pomysłu zakupienia pojazdu czterokołowego. Jestem istotą poruszającą się zwykle jedynie na własnych stopach, co ja uważam za bardzo ekonomiczne, a Monsz mój za bardzo męczące i nielogiczne. (Żebyście widzieli jego minę, gdy dowiedział się, że trasa, którą kazałam mu piechotą przemierzać setki razy, jest obsługiwana przez autobus.) Ale konieczność (i związane z tym trudności) poruszania się ulicami mego umiłowanego miasta wraz z wózkiem wiozącym Jej Królewską Mość Maluśką, zmusiły mnie do zrewidowania swego stanowiska na temat posiadania czterokołowca. Potrzeba wygód jakie się wiążą z takim nabytkiem na stałe zagościła w mym sercu i wyobraźni, i choć wciąż jeszcze poruszamy się komunikacją miejską, a nie prywatną, to zaczęłam intensywniej brać udział w dysputach na temat koloru tapicerki i rodzaju silnika.
Dnia wczorajszego jednak górę wzięła we mnie "rasowa" pani domu i gdy przebywaliśmy z Menszem w kuchni, zakomunikowałam mu ostrym tonem (i wymachując przy tym palcem) ten oto komunikat:
- O nie, nie. Nie, nie, nie. Wiesz co kupimy najpierw za te miliony co to je w grudniu dostaniesz? O nie, nie, nie. Nie kupimy samochodu. Najpierw mój drogi, w końcu kupimy OKAP!
- Moja droga, okap, to ja Ci mogę kupić w każdym momencie. - odparł spokojnie Monsz Mój Najmileńszy.
- Nie, bo ten okap trzeba dowieźć do domu! - odparłam logicznie, no bo przecież jeździmy tramwajami.
Monsz zmrugał oczami. Zamrugałam i ja.
- No to trzeba kupić samochód. - powiedział Monsz.
Logika i ja nigdy nie się nie dogadywałyśmy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz