niedziela, 23 grudnia 2012
Święta w domu.
Mami: Nie no, nie, nie dam rady, no nie zdążę z tym wszystkim.
Ja: No to zostaw to, jutro to skończymy, albo wcale, przecież nie musisz tego wszystkiego robić. Odpocznij sobie.
Ociec: No, a my Cię później z tego wszystkiego rozgrzeszymy.
***
Ociec: Gdzie Twój brat?
Ja: Podłączony do Matrixa od jakichś 3 godzin.
Ociec: Dziecko urządziło sobie "Świąteczne zabijanie"?
Ja: Si, w tym roku stara się to robić bardziej humanitarnie - kulka w łeb, nie nożem w brzuch.
***
Ja: Nie, no, miałam nadzieję, że mnie ociec tanio nie odda.
Mami: Ojciec? Co Ty! Od pół roku każdemu lepszemu klientowi mówi o tym, że ma dwie córki na wydaniu i oferuje pół królestwa temu, który odważy się je wziąć.
Ociec: Ale jak ten Twój nie przyjdzie zapytać o rękę, to go kijem pogonię.
Mami: No, nie dla psa kiełbasa.
***
Ociec: No to się nam jeszcze nie zdarzyło. *Powiedział, patrząc na zamrożoną wodę w wiadrze od choinki* No to poczekamy, aż odtaje.
Mami: Co Ty, co Ty, czy Tobie po 40stce wymarły wszystkie komórki nerwowe w mózgu?
Ociec: No, powiedziałbym że nawet po 30stce to się stało.
Ja: I okłamał Cię tylko raz w życiu - przy ołtarzu.
***
Ociec: Życie jest piękne i jestem taki zdolny - mam trzy wspaniałe dzieci...
Mami: Troje...
Ociec: No, nieważne, wszystkie piękne, inteligentne, bystre, takie zdolne, ponadprzeciętne. No nic w życiu mi tak nie wyszło, jak moje własne dzieci.
Mami: Justyna, nagrywaj to, bo później się będzie wypierał.
Ja: Lepiej mi powiedz, co dodaliście do tej mioduli.
Mami: Po trzech kieliszkach wszystko jest piękniejsze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz