wtorek, 29 stycznia 2013

Depresyjny zakupoholizm


Idziemy do Sapayi na, jak to Monsz go nazywa, wietnamski wywar. Takie wyjście z domu wymaga wielkiego poświęcenia: trzeba umyć włosy, wysuszyć je i ułożyć, zrobić makijaż i się ubrać. Po  godzinie przygotowań dotarłyśmy do ostatniego etapu. Wybór stroju wyjściowego do wietnamskiego baru (w stolicy nawet po bułki trzeba się wbić w odpowiedni casualowy strój) to naprawdę skomplikowany i męczący proces. Dialog dział się przed naszą wielką szafą.

Wierzba *przeglądając się w lustrze jak wygląda w zestawie, który sobie wybrała*: Ej, następnym razem jak będę miała depresję, zabroń mi kupować ubrania.
Ja: Ale o co Ci chodzi? Przecież ten sweterek jest super... tylko nie pokazuj się w nim ludziom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz